Piłka nożna w iGol.pl » Na trybunie: Koniec ery Beniteza

03 września 2010r

Piłka nożna w iGol.pl

Rozgrywki

Polecamy

Tygodnik piłkarski

Serwis

Publicystyka

08-02-2010 11:19

Na trybunie: Koniec ery Beniteza

Po wygraniu w 2005 roku rozgrywek Ligi Mistrzów przez Liverpool, mówiło się o nowej erze sukcesów „The Reds” pod wodzą Rafy Beniteza. Z szumnych zapowiedzi nic nie wyszło, bo angielska drużyna co roku przegrywa rywalizację o mistrzowski tytuł z Chelsea Londyn lub Manchesterem United. O problemach Liverpoolu, Beniteza i kibiców z Anfield Road rozmawiają, w ramach cyklu publicystycznego „Na trybunie”: Tomasz Bejnarowicz, Kacper Gawłowski, Artur Kocurek oraz Łukasz Koszewski.

T.B.: Kibice „The Reds” czekają na tytuł  mistrzowski od 1990 roku. Ta zła passa będzie trwać przynajmniej kolejny rok, bo drużyna Rafy Beniteza w obecnym sezonie spisuje się poniżej oczekiwań. Dlaczego ekipa z Liverpoolu tak zawodzi w rozgrywkach ligowych?

Fani Liverpoolu czekają na sukcesy swojego zespołuFani Liverpoolu czekają na sukcesy swojego zespołu (fot. bbc.co.uk )

K.G.: Według mnie wpływ na to ma kilka czynników. Po pierwsze pomiędzy Rafą Benitezem a piłkarzami coś się wypaliło. Inną sprawą jest kiepska w ostatnich latach polityka transferowa. Hiszpański szkoleniowiec sprowadził na Anfield swoich rodaków, którzy nie do końca pasują do stylu gry Premiership. Z tego iberyjskiego zaciągu sprawdzają się tylko Torres i Reina. Ponadto „The Reds” od dawna są ekipą grająca w kratkę, w LM dali radę, bo tam wymaga się pokazania pełnej gamy umiejętności w kilku meczach, a nie równej formy przez cały sezon.

Ł.K.: Mnie się wydaje, że w pewnym sensie Rafaela Beniteza trochę zjadła rutyna. Starał się przygotować swój zespół do rozgrywek tymi samymi sposobami, ale gdzieś pominął jakiś szczegół, co obecnie rzutuje na formie jego piłkarzy. Poza tym na słabszą postawę „The Reds” wpływ ma brak znaczących wzmocnień oraz uzależnienie gry zespołu od kilku graczy. Ich brak potem skutkował kiepskimi wynikami.

A.K.: Zgadzam się z większością słów i czynników, które wymienili moi poprzednicy, ale ja dodam też coś od siebie. Liverpool po prostu jest zbyt słaby psychicznie. W zeszłym sezonie wspaniale się spisywał i zajął drugą lokatę. Media w obecnym sezonie również stawiały Liverpool w czołówce stawki walczącej o tytuł. Śmiem sądzić, że piłkarze Beniteza nie poradzili sobie po prostu z wszechobecną presją.

Ł.K.: Poprzez pryzmat Rafaela Beniteza możemy zobaczyć, jak różne są ligi angielska i hiszpańska. Liverpool jest klubem słynniejszym, występują w nim większe gwiazdy oraz wyższe są wymagania. Liverpool nie jest i nie będzie Valencią, która nie była faworytem starć z Barceloną i Realem. To on mógł być tam największą gwiazdą. W Anglii tak nie jest, Benitez nie może temu podołać.

T.B.: Dzisiejszy Liverpool to przede wszystkim Steven Gerrard i Fernando Torres. Czy można osiągać sukcesy, gdy drużyna w tak dużym stopniu jest uzależniona od formy i zdrowia tych dwóch graczy?

Fernando Torres oraz Steven Gerrard – na nich zawsze można liczyćFernando Torres oraz Steven Gerrard – na nich zawsze można liczyć (fot. BBC)

Ł.K.: Nie jestem pewien czy Liverpool bez Gerrarda i Torresa jest tą samą drużyną. Jak już wcześniej wspomniałem, trener Benitez za bardzo uzależnił grę zespołu właśnie od nich. Na Anfield Road nie ma jak w ekipie Aleksa Fergusona, który może mieć pewność wyniku niezależnie od tego, czy postawi w ataku na Rooneya, Berbatowa lub Owena. Bez Gerrarda gra „The Reds” po prostu się sypie, a Dirk Kuyt nie prezentuje klasy Torresa, przez co brak Anglika i Hiszpana jest brzemienny w skutkach.

K.G.: W każdej drużynie potrzebny jest lider. Gorzej jest jednak wtedy, gdy tylko dwóch zawodników ciągnie całą grę zespołu, a właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie w Liverpoolu. Znów wracamy do problemu złej polityki transferowej, co według mnie jest największą bolączką Beniteza. Logiczne jest, że dwaj gracze, choćby genialni, sami nie wygrają.

A.K.: Warto zacząć od tego, że Liverpool nie jest drużyną. To Fernando Torres, Steven Gerrard i Pepe Reina, a reszta stanowi tło dla nich. To jest największa bolączka zespołu z Anfield Road, że nie stanowią drużyny. Najczęściej o losie spotkania decyduje błysk geniuszu Stevena Gerrarda lub świetny instynkt strzelecki Torresa. Bez tych dwóch ogniw, nawet beniaminki bez problemu remisują z tak utytułowanym zespołem jak Liverpool. Tak naprawdę bez Anglika i Hiszpana ten zespół nie istnieje.

K.G.: Dodałbym jeszcze, że to całkowicie wina Beniteza, który sprowadzał piłkarzy typu „no name”. Kiedyś grali tam zawodnicy z charakterem, jak Sami Hyypia. Obecnie oprócz tych dwóch graczy mamy do czynienia z grupą piłkarzy nie potrafiącą niczego sklecić.

T.B.: Po obecnym sezonie Rafa Benitez ma przenieść się do Serie A, a dokładnie do Juventusu Turyn. Kto zostanie nowym szkoleniowcem Liverpoolu i czy czeka nas nowa era sukcesów „The Reds”? 

Czas Beniteza w Liverpoolu dobiega końcaCzas Beniteza w Liverpoolu dobiega końca (fot. daylife.com)

A.K.: Pokierować Liverpoolem to nie lada wyzwanie. Szczególnie po tym, co wyprawiał tam Rafall Benitez. Nowego trenera czeka sporo pracy, w tym przebudowanie całego zespołu. Prawdopodobnie w letnim okienku transferowym Liverpool będzie bardzo aktywny, zakupy i sprzedaże zostaną dokonane pod nowego trenera. Szkoleniowiec będzie musiał zaspokoić apetyt kibiców, którzy już na początku będą chcieli, aby ich ukochany klub zdobył chociaż jedno trofeum. Jeśli gra Liverpoolu nie zmieni się, raczej nie zobaczymy ich w europejskich pucharach, więc zostanie im tylko lokalne podwórko. 

K.G.: Na miejscu działaczy klubu z Anfield Road zrobiłbym wszystko, aby namówić na prowadzenie ich drużyny „Midasa piłki nożnej” – Guusa Hiddinka. Wszystko, czego Holender dotknął, zmieniało się w złoto. Nawet tak egzotyczne dla futbolu reprezentacje jak Korea czy Australia. Innych nazwisk praktycznie nie widzę, bo wątpię, żeby Jose „The Special One” Mourinho zgodził się ratować Liverpool.

Ł.K.: Guus Hiddink może być łakomym kąskiem, gdyż w czerwcu wygasa jego kontrakt ze „Sborną”, do którego przedłużenia po wpadce z barażach nie kwapi się Witalij Mutko. Na pewno będzie poszukiwany trener z dużym nazwiskiem i sukcesami. Mogą to być chociażby Bernd Schuster albo Frank Rijkaard. Mourinho wciąż ma misję do spełnienia w Mediolanie i raczej Interu nie porzuci.

A.K.: Myślę, że Guus Hiddink nie przejdzie na Anfield Road. Holender nie mógłby tego zrobić londyńskiej Chelsea i swojemu przyjacielowi Romanowi Abramowiczowi. Zresztą sądzę, że rosyjski miliarder zadba o to, by holenderski geniusz nie pracował w żadnym angielskim klubie. Co do kandydatury Jose Mourinho, to również bym ją skreślił. Od wielu lat Portugalczyk deklaruje swoją sympatię do Chelsea i również nie pozwoli sobie na kontrakt z Liverpoolem. Ponadto wielu kibiców „The Reds” ma w pamięci potyczki słowne z Benitezem i raczej nie będą chcieli takiego butnego i aroganckiego trenera. On nie pasuje do stylu Liverpoolu. Obaj wyżej wymienieni panowie są zbyt mocno związani z londyńskim klubem.

Obecnie najważniejszym celem drużyny z Anfield Road jest zajęcie czwartego miejsca, gwarantującego start w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Tylko jak tego dokonać, gdy szkoleniowiec jest na walizkach, a w drużynie, oprócz Fernando Torresa i Stevena Gerrarda, brakuje gwiazd? W dyskusji udział wzięli: Tomasz Bejnarowicz (Bundesliga), Kacper Gawłowski, Artur Kocurek (obaj Premier League) oraz Łukasz Koszewski (Scottish Premier League).

Tomasz Bejnarowicz

wersja do druku

Zobacz także

Dodaj własny komentarz

Jeśli już masz konto w iGol.pl - zaloguj się, aby dodać komentarz pod swoim nickiem.






Prosimy o kulturę wypowiedzi. Komentarze zawierające niecenzuralne zwroty bądź obrażające inne osoby będą usuwane. Kod html w wypowiedziach jest niedozwolony.

Pokrewne wiadomości

Ostatnie wiadomości

Najczęściej czytane

Logowanie

Przypomnij hasło | Załóż konto

Kalendarz wydarzeń

PnWtŚrCzPtSoNd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

iGol GG - Porozmawiaj z redakcją

Sonda iGola

Czy Inter Mediolan zasłużenie wygrał finał LM?
TAK 51%49% NIE

Nasi partnerzy