Samobój Zocha, Arka tonie

Ten mecz miał być odskocznią dla zespołu Frantiska Straki od ostatniego miejsca w tabeli. Ostatecznie zwycięsko zakończył się debiut Włodzimierza Gąsiora w roli szkoleniowca Korony, która pokonała Arkę 1:0 po samobóju innego debiutanta – Hieronima Zocha.

Arka jest coraz bliższa pożegnania się z Ekstraklasą
Arka jest coraz bliższa pożegnania się z Ekstraklasą (fot. arka.gdynia.pl)

Na brak emocji kibice w Kielcach narzekać nie mogli. Po 120 sekundach dośrodkowywał Bąk, a szczupakiem obok bramki uderzał Edi Andradina. Gospodarze debiutujący pod wodzą Włodzimierza Gąsiora coraz chętniej zapędzali się pod bramkę Hieronima Zocha, który podobnie jak i szkoleniowiec gospodarzy miał dzisiaj swój pierwszy raz. Kielczanie popsuli mu go w 20. minucie – po dośrodkowaniu Sobolewskiego z rzutu wolnego – młody golkiper zespołu z Gdyni interweniował na tyle niefortunnie, że skierował piłkę do własnej bramki. Chwilę później o wyrównanie mógł się pokusić Zawistowski,  z którego uderzeniem na spółkę poradzili sobie Szamotulski i Hernani. Zmienić wynik w pierwszej odsłonie próbował jeszcze Wilczyński, który po ładnej, indywidualnej akcji uderzył obok słupka.

W drugiej odsłonie jako pierwsi zagrozili gospodarze. Brak doświadczenia po raz kolejny pokazał żółtodziób w bramce arkowców, który źle wyszedł z niej po wrzutce. Zmierzającą do siatki piłkę wybili jednak jego koledzy z zespołu, ratując go przed odpowiedzialnością za utratę drugiego gola. Kilkanaście minut później znów mogło być groźnie pod bramką podopiecznych Straki – po nieporozumieniu golkipera Arki z Wilczyńskim ostatecznie ten pierwszy, łapiąc piłkę, zapobiegł niebezpieczeństwu. W 73. minucie miał miejsce popis Pawła Sobolewskiego, który, minąwszy czterech graczy Arki, zagrał na szósty metr, na którym nie było nikogo, kto by mógł sfinalizować jego akcję. Chwilę później po raz pierwszy od dłuższego czasu poważnie zatrudniony został Szamotulski. Doświadczony golkiper poradził sobie jednak z groźnym uderzeniem Burkhardta z dystansu, przerzucając je nad poprzeczką. Korona wyniku broniła, atakując. Na dwie minuty przed końcem strzał Ediego trafił w rękę Sieberta, jednak prowadzący spotkanie Szymon Marciniak prawdopodobnie nie zauważył tego zdarzenia. 

Źródło: Własne

Zobacz także: